Seks i szczęście – czy to idzie w parze? Wywiad z Agnieszką Szeżyńską, coachką intymności

Seks i szczęście – czy to idzie w parze? Wywiad z Agnieszką Szeżyńską, coachką intymności

Obszar ludzkiej seksualności od jakiegoś czasu ogromnie mnie ciekawi i przyznaję, że chciałam bliżej się przyjrzeć temu, czy seks i szczęście, idą ze sobą w parze. W końcu informacje płynące z mediów czy magazynów nie są jednoznaczne. Z jednej strony sięgnęłam po literaturę fachową, z drugiej zwróciłam się z prośbą o udzielenie wywiadu do specjalistki w tym obszarze i coachki intymności w jednym – Agnieszki Szeżyńskiej z Instytutu Pozytywnej Seksualności. Co mnie bardzo ucieszyło, Agnieszka się zgodziła, a przed Wasze oczy oddaję treść naszej rozmowy poniżej i z ciekawością czekam na Wasze komentarze dotyczące sekualności, seksu i jak się to według Was ma do satysfakcji z życia.

Bardzo ci dziękuję, że zgodziłaś się na rozmowę ze mną. Chciałabym dzisiaj porozmawiać z Tobą co nieco na temat seksu, ludzkiej seksualności, no i tego, jak się one mają do szeroko pojętego dobrostanu człowieka. Analizowałam wstępnie badania na temat związków między seksem a satysfakcją ze związku i z życia jako takiego, ale do tego powrócę później.

Najpierw chciałabym cię zapytać – bo z jednej strony mówi się dużo o seksualności, o tym, że seksualność jest ważna, że człowiek jest istotą seksualną – a z drugiej strony co właściwie ta seksualność dla nas oznacza?

Co dla nas oznacza – ja mam na to dwie główne perspektywy. Jedna jest taka, że ponieważ kulturowo seksualność jest czymś zepchniętym do bardziej „piwnicznych”, podświadomych rejonów, to mam wrażenie, że dla większości osób nadal zaczyna ona mieć znaczenie, zaczyna funkcjonować gdzieś w świadomości dopiero w momencie, gdy coś przestaje działać w taki zauważalny sposób, który powoduje jakieś cierpienie.

Jeżeli więc miałabym powiedzieć, co dla większości osób ta seksualność oznacza, to ona zaczyna coś oznaczać w momencie, w którym zostanie zidentyfikowany jakiś problem z nią. I to oczywiście jest wartościowe, że w ogóle zauważamy, że coś mogłoby być lepiej, niż jest, ale ja w swojej pracy staram się wyciągnąć tę seksualność na wierzch, zanim zaczną się dziać jakieś rzeczy, które powodowałyby głębokie cierpienia.

I teraz druga perspektywa, taka, którą ja staram się proponować, to jest ta, w której warto mieć kontakt ze swoją seksualnością niekoniecznie wtedy, kiedy coś złego się dzieje, tylko tak po prostu. Tak jak mamy kontakt ze swoim ja zawodowym czy ze swoim ja rodzicielskim, tak samo tworzenie i podtrzymywanie tego kontaktu ze swoim ja seksualnym widzę jako coś, co może odbywać się w życiu codziennym. Wtedy ta seksualność zyskuje w naszych oczach nasze własne zabarwienie, naszą własną perspektywę na to, kim my jesteśmy: kim jesteśmy seksualnie, kim jesteśmy w związkach, w intymności.

Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jaka mogłaby być definicja seksualności, ale chyba jeszcze do tego nie dotarłam. [śmiech] Wydaje mi się też, że nie mamy w tej kwestii konsensusu. Na pewno można znaleźć wiele różnych definicji, ale dla mnie chyba punktem łączącym różne postrzegania seksualności jest bycie w kontakcie z tą częścią swojego życia, poprzez samą świadomość i poprzez wyciągnięcie tego elementu seksualności na światło dzienne – w swoim własnym umyśle, w swojej własnej głowie.

No właśnie, bo w kontekście samoświadomości i świadomości w ogóle mam wrażenie, że mówi się o tym w świecie coraz więcej. Świadome ma być w zasadzie wszystko: macierzyństwo, nasza kariera, rozwój, związek – teraz słyszę, że seksualność… Z jednej strony słyszymy więc, że wszystko powinno być świadome, z drugiej strony tak naprawdę tej świadomości wciąż nam brakuje i jak rozumiem, trochę nam jej brakuje również w sferze seksualności, o której mówisz. Jak to wygląda z twojej perspektywy praktyka? Czy rzeczywiście ludzie mają trudności z identyfikacją swojej seksualności, z tą własną świadomością?

Z mojej praktyki z klientami wynikają dwie rzeczy. To jest takie bardzo głębokie przekonanie, które ja mam i które mi się co rusz potwierdza, że ludzie ogromnie dużo o sobie wiedzą, tylko nie mają narzędzi poznawczych, żeby tę świadomość sobie jakoś poukładać. Czyli kiedy się ludzi wyposaża w jakieś modele, w jakieś propozycje, kiedy zadaje się im pytania, to okazuje się, że oni ogromnie dużo wiedzą o sobie, o swojej seksualności, o tym, czego potrzebują, co lubią, czego nie lubią, co jest dla nich ważne. Tylko do tej pory jakoś tak nie było możliwości, nie było potencjału, żeby to wszystko po pierwsze sobie w ogóle pomyśleć, a po drugie powiedzieć – a późnie